RUINY KOŚCIOŁA POD WEZWANIEM TRÓJCY ŚWIĘTEJ W PIKOWIE NA PODOLU

w s p o m n i e n i a z k r e s ó w – 035 – RUINY KOŚCIOŁA POD WEZWANIEM TRÓJCY ŚWIĘTEJ W PIKOWIE NA PODOLU

Niegdyś Pików na Podolu cudowne miasteczko niedaleko Winnicy, leżące przy ujściu Pikówki do Sniwody, która tworzy tu ogromny staw. Nieopodal mieścił się przepiękny dwór Potockich, miejsce urodzenia i śmierci Jana Potockiego twórcy „Rękopisu znalezionego w Saragossie”. Pierwszy kościół w Pikowie został wspomniany w 1604 roku. Nowoczesne kamienne sanktuarium w centrum wsi, wybudowane w 1774 roku kosztem Antoniego Lubomirskiego. Świątynia konsekrowana była w 1776 roku przez sufragana łuckiego Franciszka Komornicki herbu Nałęcz, który w 1780 roku spoczął przy świątyni w Ostrogu nad Horyniem. W 1859 roku w świątynię odrestaurowano z darowizn parafian. W latach 30. XX wieku kościół został zamknięty, wykorzystywany jako magazyn. W 1991 roku, zniszczoną świątynię przekazano wiernym. Jednak mała lokalna społeczność katolików nie jest w stanie naprawić sanktuarium, Kościół jest dzisiaj w opłakanym stanie. Stanąłem przed żelazna bramą ledwie trzymającą się w murowanych z cegły słupkach. W pobliżu babcia pasła krowę. Zapytał czy pamięta jak świątynia była czynna.

Staruszka wspominała, że jak była mała przychodziła tu z mamą. Wskazała na czerwoną pięcioramienną gwiazdę, nad wejściem, którą pozostawili Sowieci. Tu nie wolno było mówiąc po Polsku – opowiadała, raz po raz wzruszając się. NKWD tych, którzy mówili po Polsku i wyznawali wiarę w Boga wywozili do więzień, zabijali. Był tu pański majątek. Komuniści zniszczyli majątek, kościół, cmentarz. Polaków wygoniono, cmentarz plądrowano, grobowce grabiono. Ze strachu nie mówiono po Polsku. A ja umiem się po Polsku modlić. I sama od siebie wyrecytowała Ojcze Nasz.

Kobiety z Kresów - BARBARA LUDWIŻANKA

czytaj więcej >>


Pożegnałem babcię i poprzez chaszcze obszedłem kościół. Przez uszkodzone drzwi wszedłem do świątyni. Uklęknąłem, była pusta. Myślałem – tu był ochrzczony wspomniany hrabia i pisarz Jan Potocki. Ze zniszczonego konfesjonału zerwała się para gołębi, wyfruwając przez dziurawy dach. Na ścianach resztki polichromii. W ołtarzu wydłubana dziura po tabernakulum. W zakrystii śmieci i butelki po „horiwce”. Przez ponad 200 lat świątynia służyła wiernym. Spoglądam na ograbione z ołtarzy ściany, wykradzione przepiękne organy. Pozostaje smutek i pytanie „Boże, Boże czemuś mnie opuścił”.

tekst i fot. Ryszard Frączek